ÓSMY KOLOR TĘCZY

RADZYŃSKIE STOWARZYSZENIE NA RZECZ OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

RSS 2.0

Przekaż nam 1% podatku

KRS 0000440013

Biorę, co daje życie- wywiad z Ewą Zgrajek

Ma 33 lata, pochodzi z Turowa- z Ewą Zgrajek rozmawia Jakub Hapka.

Proszę opowiedzieć o swojej niepełnosprawności

W wieku 9 lat miałam wypadek na przejeździe kolejowym, w wyniku którego straciłam obie nogi. Jestem po amputacji.

Niepełnosprawność na pewno ogranicza mnie w różnych dziedzinach życia, ale mimo wszystko jestem osobą niezależną. Radzę sobie bez problemu ze wszystkimi codziennymi obowiązkami.

Mam prawo jazdy i siostra już nie raz mi mówiła, że jestem lepszym kierowcą niż nie jedna sprawna fizycznie osoba. Nigdy nie miała oporów i wątpliwości, żaby zostawić pod moją opieką swoje malutkie jeszcze dzieci.

Najważniejsza jest w życiu silna psychika, która pomaga w pokonywaniu wszelkich trudności w chwilach zwątpienia.

Marzenia i nadzieje na przyszłość

Mam je, tak jak każdy człowiek. Moim największym marzeniem jest być zdrową. Moja niepełnosprawność w jakiś sposób wpływa na zdrowie. 

Chcę także pozytywnie skończyć rozpoczętą szkołę – Studium Medyczne, kierunek: terapeuta zajęciowy. Do studiów namówiła mnie pani Maria Zegar. Dzięki temu nie siedzę w domu i się nie nudzę. 

Nie mam specjalnych planów na przyszłość. Biorę, co daje życie.  Mocno nie planuję. Co życie da, to będzie. 

Jaki jest stosunek społeczeństwa i otoczenia  wobec Pani? Przychylność, sympatia czy zdarzają się przykre sytuacje?

Jestem osobą pozytywnie nastawioną do otoczenia i wydaje mi się, że również inni są tak do mnie nastawieni. Nie lubię tylko jednej rzeczy w ludziach -ich ciekawości. Obce osoby często zadają mi na ulicy pytania: „co się stało?”. Uważam to za nietakt i brak kultury.

Są także pozytywne reakcje. 

Jak trafiła pani do Monomody?

Moja przygoda z „Monomodą” zaczęła się dzięki koledze, który namówił mnie do udziału w sesji – rozpisywał ten projekt razem z koleżanką. Dzięki niemu, udało mi się „zakwalifikować”. Byłam „na pierwszy rzut”, pomysłodawcy dopiero się tego uczyli. 

„Monomoda” jest skierowana do osób niepełnosprawnych, pomaga się „ubierać”.  To sesje zdjęciowe, pozwalające zakryć pewne mankamenty, problemy ruchowe. Moda – bardziej sesja, niż wybieg. 

Miałam z początku pewne wątpliwości, ale w tej chwili nie żałuję. 

Nie można zamykać się w czterech ścianach, tylko należy wykorzystywać okazje, które pozwalają poznawać nowych ludzi, zdobywać cenne doświadczenia.

Wcześniej nie wyobrażałam sobie siebie jako modelki. Obecnie stwierdzam, że jest to możliwe. Trzeba tylko nabrać wiary w siebie.

Jak rozpoczęła się przygoda ze stowarzyszeniem ?

Dzięki temu, że dałam się namówić na publikację artykułu Anety Mostowiec o mnie we „Wspólnocie” trafiłam do stowarzyszenia „Ósmy Kolor Tęczy”.  Ówczesny prezes przyszedł do mnie, namawiał do włączenia się. Zgodziłam się.

Spotykamy się tam, organizowane są różne imprezy integracyjne, rozwijamy swoje pasje. Odbywają są kiermasze.

Plany na przyszłość

Nie mam specjalnych planów na przyszłość. Biorę pełnymi garściami, co niesie ze sobą życie. Najważniejsze jest optymistyczne podejście do życia i odpędzenie złych myśli. Życie samo pisze swoje scenariusze, mimo naszych planów. O tym przekonała się już niejedna osoba.

Spod pani rąk wychodzą prawdziwe dzieła sztuki. Kiedy odkryła pani ten talent? Kto pomógł go odkryć, rozwijać?

Zainteresowałam się tym w szkole zawodowej, na introligatorstwie. Oprawialiśmy tam nie tylko książki, ale robiliśmy pudełka itd. Moimi nauczycielami w Konstancinie byli: nieżyjący już p. Jaworski i pani Anna Marek.

Później, gdy mieszkałam na wsi, na różnych spotkaniach była okazja robić kwiaty, rzeczy z bibuły. Tak to się zaczęło, sporo inspiracji czerpię z internetu. 

Wykonywałam wiele rzeczy na kiermasze, organizowane przez stowarzyszenie. 

Bardzo lubię robić różne stroiki świąteczne, kartki okolicznościowe. Ogólnie mogę nieskromnie powiedzieć, że mam jakiś tam talent do rękodzieła. Tygrysek, zajączek z bibuły – to było czasochłonne. Na tą pierwszą pracę poświęciłam 3 dni. Byłam dumna z łabędzia z origami – cięcie kwadracików i ich składanie też zajęło sporo czasu.

Zawsze byłam cierpliwa do takich rzeczy. Kusząca była też ciekawość sprawdzenia, czy potrafię sama robić coś fajnego. To pozwoliło odkryć mnie w sobie talent.

Pamiętam artykuł we „Wspólnocie Radzyńskiej”, gdy opowiadała Pani o swoim życiu. Czy po jego publikacji spotkała się Pani z jakimś odzewem?

Na początku nie chciałam brać w tym udziału, do opowiedzeniu o sobie namówił mnie wujek. Proszenie o pomoc było trochę nie w moim stylu. Staram się radzić sobie sama. 

Po opublikowaniu artykułu spotkałam się z bardzo dużym odzewem. Dostałam duże wsparcie od obcych ludzi, dzięki którym mogłam zebrać brakujące pieniądze na zakup protezy.

Jestem wszystkim bardzo wdzięczna za pomoc i dobre słowo.

Puenta? Przesłanie?

Nie wolno się załamywać, trzeba być twardym psychicznie. Słabego psychicznie chyba nie dotykają takie problemy. 

Chyba tylko ktoś mocny wewnętrznie, jest w stanie to udźwignąć. 

Trzeba odganiać złe myśli, myśleć pozytywnie. Gdy mam chwile zwątpienia, staram się nie załamywać. Może czasem posiedzę, popłaczę, ale zaczynam od nowa. 

Staram się być twarda. 

 

Categories: AKTUALNOŚCI Tagi:

Jakub Hapka

Nasi podopieczni

Tomasz Boda

ZOBACZ WIĘCEJ

ZOBACZ WSZYSTKICH PODOPIECZNYCH

test