ÓSMY KOLOR TĘCZY

RADZYŃSKIE STOWARZYSZENIE NA RZECZ OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

RSS 2.0

Przekaż nam 1% podatku

KRS 0000440013

Trzeba się pogodzić z tym, co daje życie – wywiad z Mariuszem Lendzionem

O wycofanych ludziach, właściwej postawie wobec siebie, blokadach, pozorach prawdziwości, nieznanych ścieżkach, na które boimy się schodzić. O akceptacji, pogodzeniu- istocie niepełnosprawności. Z nowym członkiem „Ósmego koloru tęczy”, Mariuszem Lendzionem rozmawia Jakub Hapka.

Naszej rozmowie przysłuchują się i włączają do niej Sylwia Marczuk, prezes stowarzyszenia oraz Kazimierz Ostrowski.

Wielu z radzyniaków pana kojarzy, dość energicznie poruszającego się po mieście, zwykle w okolicy Sitkowskiego

Lubię chodzić, dla mnie to jedyna rozrywka. Lubię mieć kontakt z ludźmi – szczególnie tymi, którzy umieją się zachować, potrafią gadać „po ludzku”. Wartością jest dla mnie nawiązywanie nowych znajomości. 

Zimą muszę praktycznie siedzieć w domu. Nudzi mi się, mam już trochę lat. Wyjścia dają okazję, żeby z kimś pogadać.

 

Proszę opowiedzieć nam o swojej niepełnosprawności – o jej przeżywaniu, radzeniu sobie z ograniczeniami

Nie czuję się niesprawny. Jedyne co mnie ogranicza to fakt, że mam porażenie. Jeśli ktoś nie rozumie tego ostatniego, to uważa mnie za gorszego od innych. Nie rozumie tego schematu, jak wtedy się człowiek zachowuje.

Intelektualnie jestem rozwinięty, tak jak inni. Ale chodzi o to, że niektórzy ludzie boją się  takich, jak ja. Są wycofani. Nie mają tzw. właściwej postawy, zwłaszcza do samego siebie.

Potrzeby, marzenia…

To bardziej skomplikowany temat. Jedną z takich potrzeb jest własne mieszkanie, dobrze byłoby znaleźć do niego odpowiednią partnerkę, która do mnie pasuje i rozumiałaby moją sytuację, w jakiej się znajduję. Byśmy się dogadywali lepiej od innych. To moje największe marzenie.

By rozumiała mnie takim, jakim jestem. Dalej jakoś by było. Nie potrzebuję przesadnej troski i zabiegania, tylko zwykłego zrozumienia i szacunku, jak człowiek do człowieka.

Marzenia? Powoli się realizują, ale one wymagają czasu. Muszą dojrzeć. 

O wzajemnym traktowaniu ludzi pełnosprawnych z niepełnosprawnymi

To zależy, z kim się gada. Gdy rozmawia się z ludźmi, takimi jak tu, w stowarzyszeniu – to jest wszystko ok. Ale jak się gada z burakami – to jest inna sytuacja. Schodzi się na tzw. inny tor gadki. On nie jest rzetelny ani uczciwy.

Są ludzie, którzy podcinają ci skrzydła, obgadują, mówią różne rzeczy. A ja nie mam takiego życzenia, żeby się z nimi użerać. 

Jak pan trafił na Parkową 2?

Za sprawką tego pana  (śmiech) /wskazuje na p. Kazimierza/

Kazimierz Ostrowski: Znałem go z widzenia, czasem z opowieści. Tyle mogłem o nim powiedzieć, co usłyszałem od tzw. ludzi. A oni mówili, że lubi wypić, zbiera butelki i że jest – nie ubliżając – niepełnosprawnym „przychlastem”.

Właśnie o to chodzi.

K.: Jak go poznałem bliżej, kiedy się zatrzymał, wstąpił – to okazało się, że jest to bardzo inteligentna dusza uwięziona w ciele…

…które ma porażenie układu nerwowego (kończy p. Mariusz). Urodziłem się za wcześnie. Przeżyłem trzy  śmierci kliniczne. 

K.: Jak tu trafił? Szedł ścieżką rowerową i zatrzymał się przy furtce. Zauważyliśmy, jak się patrzy w naszą stronę. Podeszliśmy, spytaliśmy czy chciałby wstąpić? -Nie ma sprawy, bez oporów. Pierwszy raz, jak zaczęliśmy rozmawiać…

Sylwia Marczuk:...bardzo nas zaintrygował.

K.: …pełne zaskoczenie jego inteligencją, wiedzą,  poczuciem wartości, oceną ludzi. Mam wrażenie, że jego inteligencja przewyższa 3/4 tych, których znam. Gdzie wydaje mi się, że są to ludzi inteligentni, elokwentni. Jeżeli chodzi o jego wiedzę, zainteresowania, nawet zasób słownictwa…

M.:wykracza poza 90% ludzi.

K.: Sam to powiedział, a ja potwierdzam – 90% może nie, 89%

M.:…80%

K.: Jak go poznaliśmy, Mariusz stał się dla nas „papierkiem lakmusowym”, jeśli chodzi o ludzi.

S.: Wspaniale  ich rozszyfrowuje.

K.: Większość osób go nie dostrzega, jakby go w swojej mentalności nie zauważało, ignorują go – nie zdając sobie sprawy, że on wszystko rozumie, że to przetwarza, ocenia itd. 

Zdarzyło się parę razy, że mówiłem tak: „Mariusz, ktoś tutaj do nas przyjdzie i będzie z nami rozmawiał. Poobserwuj go i powiesz mi coś na jego temat.” Zazwyczaj trafiał jak w dychę.

Umiem czytać tzw. „ludzką energetykę”. Chodzi o to, że niektórzy ludzie mają blokady, sami je sobie pozakładali. Na początku ciężko mi jest się do nich „przebić”.

Niektórzy budują wokół swojej aury pozory prawdziwości, ale to są tylko pozory. 

K.: A Mariusz potrafi to rozszyfrować.

To kwestia zrozumienia i dotarcia. Każdy człowiek jest do czegoś zdolny, tylko sporo osób boi się schodzić na nieznane ścieżki. Niektórzy ludzie takich jak ja, wytykają palcami i mówią: ” o, jakiś cwaniak”. Nie rozumieją, że każdy z nas ma ogromne możliwości, musisz tylko je odkryć i pielęgnować, rozwijać.

Czym jest dla pana „Ósmy kolor tęczy” i jakie ma pan oczekiwania?

Stowarzyszenie jest dla mnie drugim domem i dobrą przystanią. Miejscem, by przyjść, pogadać z ludźmi, przynajmniej takimi, jakich osobiście preferuję. To także dobra alternatywa, żeby nie „szlajać się”  po mieście – z tego, względu, że kiedyś miałem za dużo „koleżków” i trafiało mi się pić.

A teraz odzwyczaiłem się od tego. Niektórzy z nich nie żyją, niektórzy się pozbierali, część wyjechała. Życie jest takie, jakie jest. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba pogodzić się z tym, co daje życie. 

Podoba mi się siedziba, jej położenie – nie jest daleko ode mnie, zawsze podjadę. Dużo zależy od ludzi, którzy prowadzą to dzieło. Gdyby byli inni, inaczej nastawieni do życia, z innym podejściem – nie byłoby mnie tu.

Ważne, że nikt tutaj nie „wydziwia”, nie patrzy krzywo.

Pana przemyślenia na temat sensu niepełnosprawności

Niepełnosprawność i radzenie sobie z nią zależy od naszej mentalności i postawy – czego chcemy od życia? Jeżeli nie szukamy dziury w całym, nie robimy z igły widły, nie użalamy się nad sobą – to wszystko gra. 

Jeżeli stwarza nam problem wstanie rano z łóżka – taki człowiek sam skazuje swoje życie na piekło.To jest cała istota niepełnosprawności. 

K.: Dla jednych niepełnosprawność jest darem, dla innych – karą

Dlaczego karą? Oni tego nie zaakceptowali. Ja się z nią pogodziłem. Muszę z tym żyć, nie mam innego wyjścia. Ja nie stwarzam problemów dla siebie samego. 

Jeżeli ktoś nie rzuca mi kłód pod nogi, nie chce dla mnie źle, jestem w stanie z każdym się dogadać. Mam otwarte podejście do świata.

Nie potrzebuję, żeby ktoś mnie przesadnie wychwalał, czy robił jakieś złudne nadzieje. Od ludzi, od życia potrzebuję wyrozumiałości i szacunku, jak człowiek do człowieka.

Nowy Rok, nowy członek stowarzyszenia

K.: Od stycznia Mariusz przystępuje do stowarzyszenia. Nie oczekuje, że jemu się da, na początku chce dać nam telewizor. 

Jeżeli po lekturze powyższego wywiadu ktoś chciałby zaspokoić swoją ciekawość na różne tematy to dobrą okazją będą planowane wieczorki świetlicowe. 

Jakub Hapka

Nasi podopieczni

Jakub Cybulak

ZOBACZ WIĘCEJ

ZOBACZ WSZYSTKICH PODOPIECZNYCH

test